Uwaga. Grozi zakochaniem - "Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii" Bereniki Lenard i Piotra Mikołajczaka

W domu mam wiele książek. Mimo że nabywam je niemalże nałogowo, każda ma swoją historię związaną z motywacją, dlaczego ją kupiłam. Nie mogło być inaczej z „Szeptami kamieni”. Wszystko zaczęło się od tego, że w pewnym czasie okładka tej książki była dosłownie wszędzie. Sprawdzając Facebook’a, czy Instagrama, ciągle przewijało mi się jej zdjęcie. A może mi się tylko tak zdawało? Przesiąknięta tą swoistą „manią prześladowczą”, stwierdziłam, że nie ma co – trzeba to przeczytać! Dodatkowo przed samą premierą pojawiła się recenzja u  Marchewkowej Skandynawii. Wtedy już wiedziałam, że to będzie „petarda”. Przy najbliższej wizycie w Empiku i wzięciu egzemplarza z półki, czym prędzej pognałam do kasy. Tak oto stałam się szczęśliwą posiadaczką „Szeptów kamieni”.
Po powrocie do domu książka dumnie stanęła na mojej półce. Jednak nie zaczęłam jej czytać od razu. Mimo wszystko, strasznie mnie kusiła, więc moja książkoholiczna, słaba dusza uległa. Przerwałam czytanie tego, co zaczęłam wcześniej i zabrałam się za tą. Tak się złożyło, że na drugi dzień po rozpoczęciu lektury miałam wyjazd. Czytałam w samochodzie i nie wiedzieć, czemu podróż trwała tak krótko. Kolejnego dnia pozycja umiliła mi czas podczas wizyty w Ikei, a po powrocie, w ogródku za domem. Czy można sobie wyobrazić bardziej klimatyczne scenerie do czytania?

 
O samych autorach, czyli Berenice i Piotrze, mogę powiedzieć, że to „znajomi po fachu”, gdyż wspólnie prowadzą bloga IceStory. Początkowo właśnie treść książki miała być wpisami na bloga, ale historie rozrosły się do większych rozmiarów i dzięki temu, czytacie tę recenzję. Gdybym miała powiedzieć, o czym jest ich dzieło, na myśl nasunęłoby mi się stwierdzenie, że jest to opis podróży po Islandii, ale potem zaczęłabym się rozwodzić, bo nie zniosłabym tak wielkiego generalizowania z moich ust. Berenika i Piotr objechali zachód, wschód i południe Wyspy. W międzyczasie spotkali na swojej drodze tak wiele ciekawych osób, poznali tak wiele historii. Można przez to poznać mentalność Islandczyków, a sam kraj odkryć z wielu stron. Dzięki bardzo plastycznemu, a czasem wręcz poetyckiemu językowi, jakim posługują się autorzy, możemy bez problemu doświadczyć swego rodzaju synkretyzmu – widzimy, czujemy, a nawet słyszymy Wyspę. Może to wzbudzić różnorakie emocje, a także uruchomić wyobraźnię. Niekiedy nawet czułam, jakbym poróżowała razem z Bereniką i Piotrem, ale gdy popatrzyłam za okno samochodu widziałam jedynie podlaskie lasy.
 
Książkę czyta się błyskawicznie, ale za to w trakcie lektury dostajemy fuzję emocji. Czasem się uśmiechałam, innym razem byłam zdumiona, a nawet przerażona. Sama atmosfera książki jest niesamowicie melancholijna. Autorzy mają talent do przelewania na papier wszystkiego, co ich spotkało, a tego im, szczerze powiedziawszy, zazdroszczę. Dodatkowo w dwóch miejscach książki znajdziemy zdjęcia z ich wypraw. Patrząc na nie, oczy aż proszą o więcej. Najbardziej w całej książce urzekła mnie kołysanka, którą autorzy podali w dwóch wersjach językowych, po islandzku i po polsku. Mój lingwistyczny umysł nie mógł przepuścić okazji i przeczytałam także oryginał, nie znając zupełnie języka oraz jego fonetyki. Teraz wiem, że stoi on w mojej arcydługiej kolejce rzeczy do nauczenia się. Swoją drogą, ta książka wzbudziła we mnie niesamowity głód podróży na Północ oraz na Islandię. Gdy będę miała kiedyś możliwość odwiedzę tę piękną wyspę. Myślę, że te ciche i spokojne miejsce byłoby idealne dla mnie.
 
„Ciemność, ona sporo wie
- myśli mam ponure.
Nieraz widziałam, jak piaski czarne
wchłaniają trawy zielone.
A w lodowcu szczeliny grzmią śmiertelnie”.

 
Z tego miejsca chciałam podziękować z całego serca Berenice i Piotrowi za napisanie „Szeptów kamieni”, czyli kolejnej wspaniałej pozycji wydanej w tym roku i przeczytanej przeze mnie. Mam nadzieję, że będzie nam dane się spotkać któregoś dnia. A jeśli Wy, którzy właśnie kończycie moją recenzję, nie czytaliście tej książki, to szybko lećcie do księgarni, czy zamawiajcie w jakimś dyskoncie, bo naprawdę nie wiem, co Wy jeszcze tu robicie. Tylko, jeśli po lekturze się zakochacie, nie mówcie, że nie ostrzegałam.

Komentarze

  1. Świetna książka! Również gorąco polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podzielasz moją opinię :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty